www.astro.traugutt.net

Fizyka w II LO

Newsy
 
Astronomia
- Kalendarze
- Planetoidy
- Sprzęt do obserwacji
- Kosmiczny ruch
- Układy planetarne
Układ słoneczny
- Merkury
- Wenus
- Ziemia
- Mars
- Jowisz
- Saturn
Gwiazdy
- Narodziny gwiazdy
- Dlaczego gwiazdy świecą?
- Śmierć gwiazdy
- Białe karły
- Supernowa
- Pulsary
- Gwiazda Polarna
Gwiazdozbiory
- Andromeda
- Baran
- Bliźnięta
- Byk
- Herkules
- Korona Północna
- Łabędź
- Lew
- Lutnia
- Orion
- Panna
- Pegaz
- Psy gończe
- Rak
- Ryby
- Skorpion
- Waga
- Warkocz Bereniki
- Wielki Pies
- Wielki Wóz
- Wolarz
- Woźnica
Galaktyki
- Droga mleczna
- "Droga do Częstochowy"
W Kawartalniku II LO
- Kosmiczne kolizje
- Kosmiczny ruch
- Misja Cassini
- Planeta C
- Za horyzontem zdarzeń
Inne
- Księżyc
- Spadające gwiazdy (perseidy)
- Asteroidy
- Wigilia pod gwiazdami
Komety
Zaćmienie księżyca
Stardust
Rosetta
Kalendarz gregoriański
Trójkąt letni
Astronomowie zdecydowali: mamy 8 planet!
Rezolucja IAU: definicja planety w Układzie Słonecznym

AstroHIT - zagłosuj na stronę

statystyki www stat.pl

 

Za horyzontem zdarzeń

Jacek Napieralski

Nasze przyziemne horyzonty
Z dala od miejskich świateł i zabudowań, po zapadnięciu zmroku, przykrywa nas wspaniale rozgwieżdżone niebo. W uszach dźwięczy "kosmiczna" cisza, a marzenia unoszą nas w magiczną podróż Wielkim Wozem po Mlecznej Drodze. Mijamy Księżyc, planety, gwiazdy... Wreszcie opuszczamy naszą Galaktykę i gnamy z prędkością światła hen przed siebie. Po drodze zadziwia nas ogrom i kolory Kosmosu, olbrzymia energia i nieustanny ruch. Patrząc w niebo czujemy, że Ziemia jest tylko małym pyłkiem na wielkiej pustyni Wszechświata, a człowiek małym pyłkiem na Ziemi. Ale stojąc twardo na jej pewnym gruncie czujemy się pełnoprawnymi obywatelami tego wielkiego Wszechświata, ręką sięgając zaledwie horyzontu. To nasz ziemski horyzont zdarzeń, poza którym zaczynają się dziać rzeczy przedziwne i wykraczające poza naszą wyobraźnię.
Początkujący miłośnik astronomii przytłoczony jest ogromną ilością gwiazd ozdabiających nocne niebo. Gołym okiem widać ich mnóstwo, zwłaszcza w bezksiężycową noc. Najbardziej fascynujące jest, że większości gwiazd nigdy nie zobaczymy, nawet przez silny teleskop. Dla ułatwienia obserwacji widoczne gwiazdy pogrupowano w dające się rozróżnić wzory zwane gwiazdozbiorami. Obecnie dzielimy niebo na 88 obszarów, z których każdy zawiera jeden gwiazdozbiór. Już starożytni tęsknie zerkali poza nasz ziemski horyzont, dlatego większość najstarszych nazw gwiazdozbiorów związana jest z mitologią grecką, np. Pegaz, Andromeda, Perseusz, Herkules czy Orion. Oficjalne ich nazwy podajemy w języku łacińskim.
Na ziemskim niebie gwiazdy nie zmieniają położenia względem siebie. Dlatego szukamy ich posługując się specjalnymi mapami nieba, na których jednak nie zaznaczamy planet. Te bowiem znajdują się znacznie bliżej i dlatego zmieniają położenie względem siebie oraz względem gwiazd. Oddalone od nas o "zaledwie" minuty świetlne stanowią dla ludzi cel do zdobycia w ciągu najbliższych stuleci. Nasze horyzonty myślowe sięgają więc jedynie planet Układu Słonecznego.
Naszym domem jest Ziemia, na której bezpiecznie i szczęśliwie żyjemy. Jest najpiękniejszym obiektem we Wszechświecie, jakby stworzonym specjalnie dla nas. Oglądana z orbity wzbudza zachwyt. Szkoda, że podróże kosmiczne są w naszych czasach prawdziwą luksusową rzadkością. Każdy chciałby przecież zawisnąć kilka tysięcy kilometrów nad jej powierzchnią i rozkoszować się wspaniałym widokiem. Nam pozostają tylko fotografie oraz wspomnienia ludzi, którzy przygodę taką przeżyli. Astronauta amerykański Charles Duke, uczestnik wyprawy Apollo 16 na Księżyc w 1972 roku mówił: "Po raz pierwszy spojrzeliśmy na Ziemię z wysokości 25000 kilometrów. Wyjrzałem przez okno statku kosmicznego i zobaczyłem całą kulę ziemską. Spoglądając z góry na środek Ziemi widzieliśmy Stany Zjednoczone, Kanadę, całą Arktykę, widzieliśmy też Meksyk, Amerykę Środkową, wszystkie oceany. Było to jak biżuteria, wszystko było brązowe, zielone, białe od śniegu i do tego kryształowo niebieskie oceany i ten prawdziwy diament - Ziemia zawieszona w przestrzeni".

Galaktyczny horyzont
W czarną bezksiężycową noc dostrzeżemy w poprzek nieba fantastyczną mglistą wstęgę światła. Wygląda jak rozlane mleko, stąd nazwa "Droga Mleczna". Patrząc na nią oglądamy od środka naszą własną Galaktykę zawierającą aż 100 miliardów gwiazd, a Słońce jest tylko jedną z nich. Najbogatszy w gwiazdy obszar znajduje się w Drodze Mlecznej przecinającej południowe niebo i jest wspaniale widoczny w Ameryce Południowej. W Polsce najlepsze warunki do obserwacji są latem i jesienią. Już przez zwykłą lornetkę odkryjemy w tym "mleku" mnóstwo gwiazd i ten widok zadziwi naprawdę każdego. Z Ziemi oglądamy naszą Galaktykę wzdłuż płaszczyzny jej dysku, a ponieważ znajdujemy się wewnątrz niej, nigdy nie zobaczymy jej od zewnątrz. Wiemy jednak, że stamtąd wygląda jak płaski dysk ze spiralnymi ramionami o średnicy 100 tysięcy lat świetlnych. W wewnętrznej części znajduje się jądro gęsto upakowanych gwiazd o grubości 3 tysięcy lat świetlnych. Dysk zawiera spiralne ramiona i otoczony jest rzadką materią tworzącą rozległe "halo" galaktyczne. Nasze Słońce znajduje się w tzw. ramieniu Oriona, 25 tysięcy lat świetlnych od centrum. Galaktyka wiruje, a Słońce wraz z Ziemią wykonuje jedno okrążenie wokół środka w ciągu 200 milionów lat! Te ogromne dla człowieka odległości sprawiają, że trudno ogarnąć wyobraźnią wszystkie przestrzenie naszej Galaktyki. Jeżeli jej gwiazdy oddalone są o tysiące lat świetlnych, to podawanie tych odległości w kilometrach nie ma sensu, gdyż liczby takie trudne byłyby do wymówienia. Patrząc na gwiazdy wykraczamy myślami poza ziemski horyzont i znajdujemy się w tajemniczym świecie. Granice Drogi Mlecznej stanowią prawdziwy horyzont galaktyczny wyobrażalnego dla nas świata.
A jednak w centrum Drogi Mlecznej odkryto bardzo małych rozmiarów jeszcze bardziej tajemnicze źródło o ogromnej masie i energii, świecące jak sto milionów Słońc. Obszar ten jest niedostępny nawet dla gwiazd naszej Galaktyki, a jeżeli któraś ciekawska "zagląda" do środka, nie ma już powrotu na zewnątrz! To prawdziwy horyzont zdarzeń dla naszego świata. Prawdopodobnie znajduje się tu czarna dziura, a owo tajemnicze miejsce znajduje się w gwiazdozbiorze Strzelca.

Dlaczego gwiazdy świecą i dlaczego umierają?
Energia gwiazdy pochodzi z zachodzących w jej centrum reakcji syntezy jądrowej, podczas której wodór zamienia się w hel. Jądra wodoru łączą się w jądro helu posiadające mniejszą masę niż jego budulec. "Znikająca" masa zamienia się w energię zgodnie z równaniem Einsteina: E=mc2 (m - masa, c - prędkość światła). Ponieważ jednocześnie zachodzi wiele pojedynczych reakcji syntezy, w sumie wyzwalana zostaje olbrzymia ilość energii. Np. nasze Słońce tylko w ciągu jednej sekundy przetwarza aż 600 milionów ton wodoru na 400 milionów ton helu.
Kiedyś jednak wyczerpie się zapas wodoru i zwyczajnie zabraknie paliwa do dalszej emisji energii. Wodoru wystarczy Słońcu jeszcze na 5 miliardów lat świecenia, dlatego w wyobrażalnej perspektywie nie mamy powodu do obaw. Obserwując podobnego kiedyś do Słońca Arktura możemy sobie wyobrazić, jak ten koniec naszej gwiazdy będzie wyglądał. Słońce będzie wówczas 3 razy większe niż dzisiaj, a jego zewnętrzne warstwy rozpościerać się będą aż za orbitę planety Wenus. Olbrzymie czerwone Słońce będzie świecić tak jasno, że na Ziemi zagotują się i wyparują oceany, a ze skał pozostanie tylko roztopiona lawa. Jednak życie i sposób umierania gwiazdy zależą od jej rozmiarów. Gwiazdy średniej wielkości, takie jak Słońce i Arktur, żyją dłużej niż gwiazdy wielkie. Dzieje się tak dlatego, że wolniej zużywają swoje wodorowe paliwo. Najszybciej umierają gwiazdy jasne o bardzo dużej masie i temperaturze. Masywne tzw. niebieskie olbrzymy żyją "tylko" kilka milionów lat (np. Rigel w konstelacji Oriona).
Umierająca gwiazda najpierw powiększa swoje rozmiary, stając się tzw. czerwonym olbrzymem. Po prostu, gdy paliwo wodorowe będzie już na wyczerpaniu, gwiazda traci źródło energii. Rdzeń (składający się głównie z helu) zaczyna się kurczyć pod wpływem siły grawitacji, powodując zarazem wzrost jego temperatury. To zaś zwiększa tempo reakcji termojądrowych i jasność gwiazdy wzrasta. Resztkowa synteza wodoru w hel przesuwa się coraz bardziej ku powierzchni i gwiazda zaczyna puchnąć, rozszerzając się do gigantycznych rozmiarów. Ponieważ poza rdzeniem gęstość gwiazdy jest coraz mniejsza, obniża się temperatura jej powierzchni i gwiazda zaczyna teraz świecić na czerwono.
Gdy zabraknie już wodoru, grawitacyjne kurczenie się rdzenia helowego doprowadzi do wzrostu temperatury aż do 100 milionów 0C. W takich warunkach hel zaczyna zamieniać się w węgiel w reakcjach syntezy jądrowej. Rdzeń helowy powiększy się wówczas nieznacznie i stanie się gorętszy. Taki wybuchowy "zapłon" reakcji syntezy helu w węgiel nosi nazwę rozbłysku helowego. Teraz gwiazda zaczyna odrzucać część swej masy, a najbardziej zewnętrzna otoczka wodorowa, wzbogacona cięższymi pierwiastkami, ulatuje w przestrzeń kosmiczną. Głębsze warstwy są wyrzucane w postaci rozszerzającej się warstwy gazu, zwanej mgławicą planetarną. Typowa mgławica posiada szerokość około 1 roku świetlnego i rozszerza się z prędkością 20-30 km/s. Dotychczas odkryto ponad tysiąc mgławic planetarnych, a najbardziej znaną jest piękna mgławica planetarna Pierścień w konstelacji Lutni.
Po odrzuceniu otoczki gazowej gwiazda posiada jedynie rdzeń węglowy otoczony warstwą palącego się helu. Ponieważ wyczerpane zostało całkowicie paliwo jądrowe, nic nie jest już w stanie przeciwstawić się potężnemu ciążeniu grawitacyjnemu. Gwiazda kurczy się tak bardzo, że znów gwałtownie rośnie temperatura i jej atomy pozbawione zostają elektronów. Teraz gwiazda staje się gorącym tzw. białym karłem, zbudowanym głównie z elektronów i jąder ściśniętych bardziej niż całe atomy. Elektrony i jądra atomowe są stłoczone do tego stopnia, że tworzą krańcowo gęsty rodzaj materii. Białe karły o masie Słońca posiadają rozmiary Ziemi, dlatego ich gęstość jest olbrzymia. Np. na Ziemi filiżanka z materią białego karła ważyłaby aż 100 ton, a człowiek na powierzchni białego karła byłby 350 tysięcy razy cięższy niż na Ziemi. Zostałby tam zwyczajnie zmiażdżony pod swoim własnym ciężarem! Najjaśniejsza gwiazda naszego nieba, Syriusz, posiada takiego ciężkiego towarzysza Syriusza-B. Gołym okiem go nie zobaczymy, ponieważ białe karły są tak małe, że nawet te najgorętsze świecą bardzo słabo. Stopniowo biały karzeł oziębia się, wypromieniowując w przestrzeń resztkę swojej energii. W końcu zamieni się w ciemną kulę popiołu, nazywaną czarnym karłem, lądując na kosmicznym cmentarzysku. Taki też będzie koniec Słońca, a wcześniej świecącego pięknie Arktura.
Ale koniec gwiazd o dużo większych masach niż Słońce czy Arktur jest zupełnie inny. Gdy w jądrze wypali się już węgiel, gwiazda zaczyna następny cykl: grawitacyjne kurczenie się, wzrost temperatury, początek nowych reakcji termojądrowych, wytwarzanie następnego pierwiastka chemicznego i powstrzymanie zapadania się gwiazdy. Proces ten zakończy się dopiero wówczas, gdy powstanie jądro z żelaza. Ono zamiast wytwarzać energię, samo wymaga jej dostarczania do swoich reakcji jądrowych. Jednocześnie cała ich seria zachodzi w dalszych warstwach, w których paliwem nuklearnym są kolejno: krzem, neon, tlen, węgiel i hel. Gwiazda skurczy się w końcu po raz ostatni do stanu, w którym nie może być jeszcze bardziej ściśnięta. Wtedy gwałtownie eksploduje jako supernowa, a blask takiej gigantycznej eksplozji może być aż 100 miliardów razy większy od blasku Słońca. Przez krótki czas supernowa może być jaśniejsza nawet od całej galaktyki! Dostrzegali je kiedyś starożytni Chińczycy, Egipcjanie i później Kepler. Z bezpiecznej odległości taka katastrofa wygląda jak fantastyczne kolorowe fajerwerki, jednak gdzieś tam w oddali rozgrywa się wówczas wielka tragedia, której ogarnięcie wykracza poza nasze horyzonty myślowe.

Pozostałości po supernowej
Gdy eksploduje gwiazda o ogromnej masie, może pozostawić po sobie supergęstą tzw. gwiazdę neutronową. Gwiazda ta posiada tak olbrzymią gęstość, jakby w kulę o średnicy 16km upchnąć gwiazdę o masie większej od Słońca! Naukowcy dawno przewidywali, że np. w centrum znanej Mgławicy Krab w gwiazdozbiorze Byka powinna istnieć taka właśnie gwiazda neutronowa. Przecież w 1054 roku Chińczycy spostrzegli w tym miejscu zupełnie nową bardzo jasną gwiazdę, świecącą nawet w dzień. Nazwali ją "gwiazda-gość", ponieważ nigdy wcześniej w tym miejscu nieba nie było żadnej gwiazdy. Dziś wiemy, że była to supernowa, a Mgławica Krab jest piękną pozostałością po niej. Poszukiwania gwiazdy neutronowej trwały bardzo długo, aż wreszcie w 1968 roku odkryto tam tzw. pulsara.
Cała fascynująca historia odkrycia pulsarów zaczęła się jednak rok wcześniej. Brytyjski radioastronom Anthony Hewish zajmował się identyfikacją wszystkich zjawisk obserwowanych przez radioteleskopy. Jedno z nich pochodziło z punktowego źródła o szybko zmieniającej się intensywności sygnałów. Migotanie powodował wiatr słoneczny, ale pochodzenie innych regularnych zakłóceń nie było znane. Hewish powierzył ich skrupulatne zbadanie młodej doktorantce Jocelyn Bell z Uniwersytetu Cambridge, która posłużyła się w swojej pracy wielką anteną paraboliczną. Wykryła wówczas niewielkie regularne pulsy emisji fal radiowych docierających z konstelacji Lisa. Wspólnie z Hewishem żartobliwie nazwali te wyraźne sygnały "zielonymi ludzikami", bowiem wyglądało to jak sygnały od obcych cywilizacji. W trakcie dalszych badań doszli do wniosku, że źródłem tych sygnałów może być planeta, biały karzeł lub... gwiazda neutronowa. W tamtych czasach gwiazdy neutronowe uważano za obiekty czysto teoretyczne, co wynikało z teorii pochodzącej jeszcze z lat 30-tych. Eksplozja masywnej supernowej wskutek gwałtownego skurczenia się jej jądra dawała początek małej, bardzo gęstej kuli, złożonej wyłącznie z neutronów. Hewish orzekł, że analizowane sygnały wysyła właśnie gwiazda neutronowa szczególnego typu, bo bardzo szybko wirująca. Nazwał tę gwiazdę "pulsating star", czyli pulsarem, ponieważ omiata ona przestrzeń regularnym promieniowaniem na podobieństwo latarni morskiej.
Tę astronomiczną sensację zaczęto pilnie weryfikować. Dlatego wszystkie największe teleskopy świata wycelowano w ten fragment nieba, gdzie od dawna spodziewano się znaleźć gwiazdę neutronową, czyli w Mgławicę Krab. I rzeczywiście, w jej centrum szybko odkryto pulsar! Gazety pisały o tym odkryciu na pierwszych stronach, na oczach całego świata dokonywał się bowiem niesamowity naukowy postęp. Do dzisiaj odkryto już około 500 pulsarów, gwiazd, których centymetr sześcienny materii waży aż miliard ton! Ale nie to jest jeszcze najdziwniejsze.

Czarne dziury i horyzont zdarzeń
Obliczono, że gdy masa gwiazdy neutronowej 3-krotnie przewyższy masę Słońca, gwiazda zapada się grawitacyjnie i przeobraża w tajemniczą tzw. czarną dziurę. 29 grudnia 1967 roku amerykański astronom John Wheeler po raz pierwszy użył terminu "black hole", czyli właśnie "czarna dziura". A w 1971 roku brytyjski fizyk teoretyk Stephen Hawking stwierdził, że czarne dziury mogły uformować się w najwcześniejszych momentach istnienia Wszechświata. Już wcześniej podejrzewano, że we Wszechświecie mogą istnieć obiekty tak bardzo gęste i o tak potężnej sile grawitacji, że są w stanie uwięzić nawet światło, co czyni je niewidzialnymi! Zgodnie z teorią względności Einsteina taka siła grawitacji wysysałaby z sąsiedztwa całą materię i światło.
Aby opuścić ciało niebieskie, każdy obiekt czy promieniowanie musi uzyskać odpowiednią prędkość, zwaną prędkością ucieczki. Np. prędkość ucieczki z naszej Ziemi wynosi 11,2km/s. Ale im ciało jest masywniejsze, tym ta prędkość jest oczywiście większa. Jeżeli więc czarna dziura ma masę tak olbrzymią, że prędkość ucieczki z niej jest większa od prędkości światła, to uwięzi ona i światło i absolutnie wszystko. I właśnie dlatego jest niewidzialna.
Centrum czarnej dziury powinno mieć kilkukilometrową średnicę. Wewnątrz takiej kuli nie mają zastosowania żadne znane prawa fizyki, dlatego obszar ten nazywamy osobliwością. Pole grawitacyjne otaczające tę osobliwość deformuje czasoprzestrzeń w taki sposób, że nic, co się tam przedostanie, nie będzie mogło wydostać się na zewnątrz. Jest to więc taka granica naszego świata, poza którą rozciąga się strefa bez prawa powrotu! Granicę taką nazywamy horyzontem zdarzeń, o którym jako pierwszy odważył się mówić Karl Schwarzschild. Obliczył on, że krytyczny promień, przy którym ciało masywne o symetrii kulistej staje się czarną dziurą, wyraża się wzorem: R=2GM/c2 (G - stała grawitacji, M - masa ciała, c - prędkość światła). Promień Schwarzschilda dla Słońca wynosi około 3km, a dla Ziemi zaledwie 1cm! To oznacza, że gdyby Ziemia miała rozmiary takiej małej kuleczki, jej gęstość wzrosłaby wówczas tak bardzo, że stałaby się czarną dziurą. Dopiero wtedy materia zaczęłaby się zapadać pod wpływem własnych sił grawitacji. Nie ma jednak w całym Wszechświecie takich sił, które mogłyby pomniejszyć Słońce i podobnej wielkości gwiazdy do takich rozmiarów. Tym bardziej Ziemia również nie ma szans stać się kiedykolwiek czarną dziurą. Szansę mają jedynie gwiazdy o naprawdę olbrzymich masach, które jeszcze znajdą się w sprzyjających temu okolicznościach. Dlatego czarne dziury są najbardziej tajemniczymi obiektami, wewnątrz których dzieją się przedziwne i trudne człowiekowi do ogarnięcia rzeczy. To dla nas prawdziwa granica poznania, najprawdziwszy horyzont zdarzeń.

Za horyzontem zdarzeń
Ogólna Teoria Względności Einsteina przewiduje, że wszystkie gwiazdy deformują czas i przestrzeń wokół siebie. Tym mocniej, im gwiazda jest gęstsza. Nic dziwnego, że w pobliżu horyzontu zdarzeń upływ czasu jest znacznie zakłócony. Tak tak, na obrzeżach czarnej dziury czas płynie wolniej! Ale teoretycznie przed tą granicą możliwe jest jeszcze wycofanie się. Tylko teoretycznie, bowiem siła grawitacji jest tu tak olbrzymia, że wciągnie dosłownie wszystko do wnętrza czarnej dziury. Na powierzchni horyzontu zdarzeń czas jest spowolniony nieskończenie, co należy rozumieć, że prawdopodobnie istnieje tam wieczność. Wszyscy zadają więc całkiem naturalne pytanie, co znajduje się za horyzontem zdarzeń? Czy jest tam jakiś inny świat?! Nigdy nie uzyskamy odpowiedzi na to pytanie, również teoretycznie nie jest to przecież możliwe. Gdybyśmy bowiem nawet dysponowali techniką wyciągania naszego wysłannika z takiej czarnej dziury (to oczywiście idiotyczna fantazja), to po chwili pobytu po tamtej stronie nie mógłby on nam opowiedzieć o swoich wrażeniach, bo przecież "u nas" minęłyby w tym czasie miliardy lat! Jedni myślą, że czarna dziura to jakiś świat cudowny. Inni, że straszny. Faktem jest, że o niczym dziwniejszym człowiek nie słyszał. No, i zgodnie z teorią, czarnej dziury nigdy nie zobaczy! Po straszliwych skutkach dla otoczenia możemy się tylko domyślać, gdzie czarne dziury się znajdują.
Pierwszym podejrzanym obiektem jest Cygnus X-1 w konstelacji Łabędzia. Gdy obejrzeć to miejsce przez silny teleskop, zwykła gwiazda krąży tam wokół niewidzialnego towarzysza o masie dziesięciu słońc. Gdyby ten towarzysz był gwiazdą, świeciłby bardzo jasno. Podobnych miejsc na naszym niebie jest mnóstwo, ale jedno z nich jest wyjątkowe. W samym centrum Drogi Mlecznej znajduje się prawdziwe monstrum o masie kilku milionów słońc! Z ogromnym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że są to dziury w przestrzeni i czasie, ale nie jest to prawdopodobieństwo stuprocentowe. Więc co to jeszcze mogłoby być?

Grawastary jako antydziury
Pożeracze czasu i przestrzeni mogłyby być ciemnymi gwiazdami nowego typu, tzw. grawastarami. Są one podobnych rozmiarów i zawierają tyle samo masy co czarne dziury. Ale w odróżnieniu od nich miałyby materialną powierzchnię w postaci niezwykle cienkiej skorupy, w której dźwięk rozchodzi się z prędkością światła. Wnętrze takiej gwiazdy wypełniałaby skoncentrowana ciemna energia o ogromnym ciśnieniu, które nie dopuszcza do zapadania się gwiazdy do postaci czarnej dziury. Grawastar byłby więc takim bąblem ciemnej energii o nieznanej nam jeszcze naturze, a jego istnienie nie jest sprzeczne z teorią Einsteina!
W 2001 roku pracę na temat grawastarów jako pierwsi opublikowali Paweł Mazur z Uniwersytetu Karoliny Południowej oraz Emil Mottola z Los Alamos. Od tego czasu antydziurowa teoria zdobywa zwolenników, a w roku 2005 ukazała się ciekawa praca George'a Chapline'a "Gwiazdy ciemnej energii" (http://xxx.arxiv.org/abs/astro-ph/0503200). Chapline twierdzi, że Kosmos wypełniony jest grawastarami zamiast czarnymi dziurami, a antydziurową teorię przedstawiono już nawet na łamach "Nature".
Czarne dziury są pełne paradoksów. Np. osobliwości, do której kurczy się materia, nie jest w stanie opisać teoria Einsteina, lecz niewymyślona jeszcze kwantowa teoria grawitacji. Zwolennicy grawastarów twierdzą, że kwantowa teoria tłumaczyłaby zjawiska już na wcześniejszym etapie zapadania się gwiazdy, zanim zniknie ona za horyzontem zdarzeń. I że do utworzenia takiego horyzontu nigdy nie dochodzi, ponieważ chwilę przedtem materia i próżnia zmieniają swój stan skupienia pod wpływem ogromnej siły ciążenia. W próżni "skrapla się" bąbel skoncentrowanej ciemnej energii otoczony cieniutką błoną materii o ogromnej, ale skończonej gęstości. Taki bąbel jest stabilny i nie może skurczyć się do punktu ani nie eksploduje. Może kiedyś cała przestrzeń kosmiczna była bliska stanu krytycznego i w wielu miejscach doszło do "skraplania się" ciemnej energii. I może właśnie taka materia wypełnia całe galaktyki?
Obserwacyjne odróżnienie grawastara od czarnej dziury nie jest jednak możliwe, ponieważ są one tak samo ciemne jak czarne dziury. Świeci tylko spadająca na nie nieszczęsna ginąca materia. Większość fizyków optuje jednak za czarnymi dziurami, ale przecież najważniejszych odkryć dokonywano zawsze pod prąd. Przecież kiedyś niedorzecznością wydawała się teoria czarnych dziur, w które nie wierzył nawet sam Einstein, mimo zgodności tej teorii z jego własnymi równaniami. I nie potrafił wyjaśnić, dlaczego nie wierzy!
Może jesteśmy właśnie świadkami narodzin nowej fantastycznej teorii, a może Wszechświata nie da się po prostu ogarnąć ludzkim umysłem. Nie można przecież przekroczyć naszego horyzontu zdarzeń.

 
www.traugutt.net Copyright ® 2003-04 II LO w Częstochowie - Web-design, webmastering: Marcin Krzywda - krzywda.net
Opieka merytoryczna: prof. Jacek Napieralski - E-mail stronš opiekuje się Piotr Bednarek
Analiza techniczna rynków finansowych